POMOC DOMOWA

POMOC DOMOWA, REŻ. PAUL FEIG 2025

Źródło: Filmweb

Niedawno pisałam recenzję ze spektaklu komediowego pt. „Pomoc domowa”. Ta recenzja dotyczyć będzie czegoś o dokładnie takim samym tytule. Ale to coś zupełnie innego. To film. Thriller na podstawie bestsellerowej powieści poczytnej pisarki Freidy McFadden. Czytałam tę powieść. Świetna. A czy to samo można powiedzieć o jej ekranizacji?

 

Książka to cichy koszmar, który wpełza pod skórę. Powieść Freidy McFadden działa jak powolna trucizna. Na początku niemal nic się nie dzieje — obserwujemy codzienność, drobne gesty, pozornie niewinne sytuacje. Ale właśnie w tym tkwi siła książki: niepokój rodzi się z detali.
Autorka mistrzowsko manipuluje czytelnikiem, zmuszając go do ciągłego zadawania sobie pytania:
komu tu właściwie wierzyć?

 

Największym atutem książki jest wewnętrzny monolog Millie. Jej myśli są niepokojąco szczere, momentami niewygodne, a czasem wręcz mroczne. Czytelnik wie więcej niż bohaterowie — i jednocześnie nie wie nic na pewno. Zwroty akcji uderzają nagle, brutalnie, bez ostrzeżenia. Książka nie daje komfortu, nie tłumaczy się i nie łagodzi emocji.

 

Natomiast film w reżyserii Paula Feiga idzie inną drogą: napięcie podkręcone obrazem i grą aktorską. Jest bardziej zmysłowy, bardziej „widowiskowy”. Kamera skupia się na luksusie domu, kontrastach między bogactwem a zagrożeniem, na twarzach bohaterów, które często mówią więcej niż dialogi.

 

Tam, gdzie książka bazuje na myślach Millie, film nadrabia aktorstwem i atmosferą. Sydney Sweeney w roli Millie Calloway, tytułowej bohaterki, buduje postać subtelniej — więcej w niej obserwacji, milczenia, napięcia ukrytego w spojrzeniu. Z kolei Nina Winchester (Amanda Seyfried) jest w filmie bardziej teatralna, intensywna, momentami wręcz hipnotyzująca.

 

Film przyspiesza tempo wydarzeń. Niektóre wątki są uproszczone, inne wyostrzone, tak aby działały na widza tu i teraz. Zwroty akcji są bardziej sygnalizowane, mniej „uderzające znienacka” niż w książce — co dla mnie było rozczarowaniem.

 

Autorka w książce skupiała się na psychologicznej grze, manipulacji, narastającym lęku. Film pokazuje bardziej emocje, napięcie wizualne. A także erotyzm, szczególnie między główną postacią a „panem domu” czyli Andrew Winchesterem (Brandon Sklenar). Mocniejsze były także akcenty dramatyczne.

 

Poza tym książka bardziej szokuje finałem a film bardziej prowadzi widza „za rękę”. Książka stawia na psychiczny efekt, film na emocjonalny.

 

Jeśli komuś zależy na intensywnym seansie, dobrej grze aktorskiej gęstym klimacie to film spełnia swoje zadanie. Za to książka powoduje mętlik w głowie i można poczuć się nieswojo. Moim zdaniem książka wygrywa w tym „pojedynku”.

 

Film „Pomoc domowa” jest solidną, momentami bardzo dobrą adaptacją, ale nie oddaje w pełni paranoicznej duszności książki.

 

Celowo napisałam trochę analizę porównawczą aby zachęcić do przeczytania książki ale na filmie ani minuty się nie nudziłam.

 

Anna Porębska

POMOC DOMOWA Dowiedz się więcej »