STO LAT SAMOTNOSCI
STO LAT SAMOTNOŚCI REŻ. ALEX GARCIA LOPEZ I LAURA MORA ORTEGA 2024
Przyznam, że długo ociągałam się z rozpoczęciem oglądania serialu „Sto lat samotności” na Netflixie. Bałam się, że zobaczę jakąś klęskę. Klęskę związaną ze sposobem ekranizacji mojej ukochanej książki Gabriela Garcii Márqueza pod tym samym tytułem. Bowiem „Sto lat samotności” to powieść niezwykła, niepowtarzalna, absolutnie przepiękna, którą czytałam już nie wiem ile razy. I miałam w związku z tym swoje wyobrażenia związane z jej bohaterami i miejscami, w których rozgrywa się akcja. I tak jak jej autor nie sądziłam, że może powstać film, który potrafi oddać to wszystko a przede wszystkim czy potrafi oddać ducha tej książki.
Udało się to chyba głównie z tego powodu, że serialu nie nakręcili Amerykanie tylko Kolumbijczycy.
Przyczyniła się do tego dwójka doświadczonych reżyserów : Argentyńczyk Alex Garcia Lopez i Kolumbijka Laura Mora Ortega. Istotną zasługą dla serialu pozostają niewątpliwie aktorzy. Jest ich tam wielu podobnie jak bohaterów książki.
Osią serialu jest historia rodziny Buendía. Jej kilka pokoleń. Rozpoczyna się od wielkiej niepohamowanej miłości dwojga spowinowaconych młodych ludzi – Úrsuli Iguarán (Susana Morales) i Jóse Arcadio Buendía (Marco Gonzáles). Jak twierdzą ich bliscy, są skazani na klątwę i powinni spodziewać się potomstwa ze świńskimi ogonami. Wobec takiej niechęci otoczenia młodzi wraz z liczną grupą przyjaciół postanawiają opuścić rodzinne strony i na zawsze zerwać z przeszłością.
Wyruszają przed siebie w poszukiwaniu morza a także swojego miejsca na ziemi. Morza nie znajdują i po długiej tułaczce osiadają wśród bagien powołując do życia wioskę pod nazwą Macondo.
I tak rozpoczyna się tak naprawdę ta historia. Lata lecą, wioska rozrasta się i bogaci. Przybywa nowych mieszkańców a główni bohaterowie się starzeją i w związku z tym zmienia się ich serialowa obsada. Młodą Úrsulę zastępuje jej dojrzała odpowiedniczka (Marleyda Soto) a Jóse Arcadia starszy nieco mężczyzna (Diego Vásquez).
Małżonkom rodzą się kolejne dzieci. Cała wieś żyje w harmonii i coraz większym dostatku. Bez kłótni, intryg i polityki. Trochę jak w bajce. Niestety, jak to w życiu bywa nie trwa to wiecznie. I tak w Macondo pojawia się najpierw kościół a potem polityka a wraz z nimi problemy.
Następuje coraz większa eskalacja. Ostatecznie dochodzi do wojny i krwawych bitew wraz z ich ofiarami.
Powieść Márqueza to realizm magiczny. Oczywiście nie sposób przenieść na język obrazu słowa tak mistrzowsko, poetycko śpiewnie wyartykuowane przez wielkiego pisarza na kartach powieści.
Jednak z wielkim uznaniem stwierdzam, że po części twórcom serialu się to udało. Stało się tak głównie za sprawą niesamowitej pracy całego zespołu scenografów. Rozmach w postaci ogromu rzeczy, zjawisk, barw bije z ekranu.
Mnóstwo w serialu namiętności, zaangażowania ale i zadumy oraz przemyśleń bohaterów nad losem swoim jak i swojego otoczenia.
Niezwykłe sceny kiedy to żółte kwiaty spadają z nieba i pokrywają całą okolicę grubym „dywanem”, unoszące się postaci czy też „poruszający się” worek wypełniony kośćmi przodków doskonale wpisują się w ducha arcydzieła Gabriela Garcii Márqueza.
Nie sposób opisać wszystkich elementów i zdarzeń i osób występujących w serialu – jest ich tak wiele. To po prostu trzeba zobaczyć bez obaw, że książka nie dorównuje książkowemu pierwowzorowi.
Anna Porębska
STO LAT SAMOTNOSCI Dowiedz się więcej »