HARRY HOLE
HARRY HOLE, REŻ. ANNA ZACKRISSON I ØYSTEIN KARLSEN 2026
Jo Nesbø to według mnie obecnie najlepszy autor thrillerów psychologicznych na świecie. Przeczytałam wszystkie jego książki i jestem nimi zachwycona. Szczególnie serią z Harrym Hole w roli komisarza policji. Powieści Nesbø są mroczne, przytłaczające, krwawe ale jednocześnie wymagające myślenia i zastanawiania się nad duszą ludzką.
Kiedy dowiedziałam się, że Netflix postanowił zekranizować coś z serii z Hole’m ucieszyłam się bardzo ale jednocześnie byłam pełna obaw jak zawsze w takich przypadkach.
Kiedy jednak okazało się, że sam Jo Nesbø czuwa nad wszystkim (jest autorem scenariusza), to nie mogło się nie udać! Wyszedł z tego naprawdę solidny serial, który wyreżyserowali : Anna Zackrisson i Øystein Karlsen. Wszystko wypadło tak, jak to sobie wyobrażałam.
9 odcinków opiera się głównie na powieści pt. „Pentagram” ale ze względu na to, że seria ma ciągłość i wiele wątków ciągnie się od początku, postanowiono zaczerpnąć nieco z innych książek z komisarzem Harrym Hole.
To produkcja, która nie każdemu się spodoba. Wymagająca cierpliwości i uwagi, ale w zamian oferująca gęsty klimat i wielowymiarowe postaci.
Już od pierwszych scen serial buduje poczucie chłodu – zarówno dosłownego, wynikającego z nordyckiej scenerii, jak i emocjonalnego. Świat przedstawiony jest surowy, momentami wręcz przytłaczający. Nie ma tu miejsca na wyraźny podział na dobro i zło. Każda postać, nawet drugoplanowa, ma swoje motywacje i słabości, co sprawia, że historia wydaje się bardziej realistyczna niż w wielu klasycznych kryminałach.
Centralnym punktem całej opowieści jest oczywiście Harry Hole (Tobias Santelmann – wymarzony Hole). To bohater daleki od stereotypowego detektywa – zamiast błyskotliwego i zawsze opanowanego śledczego dostajemy człowieka poranionego przez życie. Jego inteligencja i zdolność łączenia faktów idą w parze z autodestrukcyjnymi skłonnościami, problemami z alkoholem i trudnościami w relacjach międzyludzkich. Właśnie ta wewnętrzna sprzeczność sprawia, że jego postać jest tak fascynująca.
Postać Toma Waalera (Joel Kinnaman) natomiast nie jest zwykłym protagonistą Hole’go. To ktoś znacznie bardziej złożony. Na pierwszy rzut oka Waaler to policjant, który powinien stać po tej samej stronie co Hole. Jest kompetentny, opanowany i sprawia wrażenie profesjonalisty. Jednak bardzo szybko okazuje się, że pod tą fasadą kryje się coś znacznie mroczniejszego. Jego postać opiera się na ciągłej grze pozorów.
I właśnie relacja między Waalerem a Hole’m jest najbardziej interesująca. Bardziej przypomina psychologiczną rozgrywkę dwóch silnych osobowości, które próbują się nawzajem przechytrzyć. Tom działa subtelniej niż Harry – jest chłodny, wyrachowany i cierpliwy. Tam, gdzie Harry kieruje się emocjami, Tom kalkuluje każdy ruch. To sprawia, że ich starcia są pełne napięcia.
Fabuła rozwija się niespiesznie, ale bardzo świadomie. Twórcy nie zasypują widza ciągłymi zwrotami akcji, tylko stopniowo odkrywają kolejne elementy układanki. Śledztwa są skomplikowane i wielowątkowe, często zahaczają o przeszłość bohaterów, co dodatkowo pogłębia narrację. Momentami tempo może wydawać się zbyt wolne, jednak jest to celowy zabieg. Napięcie budowane jest poprzez atmosferę, a nie nagłe wydarzenia.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje warstwa wizualna. Zdjęcia autorstwa Ronalda Plante są utrzymane w chłodnej kolorystyce. Krajobrazy – często puste, surowe, niemal bezludne – potęgują uczucie izolacji i samotności bohaterów. Muzyka Nicka Cave i Warrena Elisa również odgrywa ważna rolę. Zamiast dominować, działa w tle, subtelnie wzmacniając napięcie i emocje. Chociaż cisza bywa tu równie istotna jak ścieżka dźwiękowa – momenty bez dialogów często mówią więcej niż długie rozmowy.
Moim zdaniem to spójna i przemyślana opowieść. Serial, który bardziej stawia na klimat, psychologię i realizm niż na spektakularne efekty czy szybkie tempo akcji. Jak w książkach Jo Nesbø.
Anna Porębska
HARRY HOLE Dowiedz się więcej »