TOŃ

TOŃ ISHBEL SZATRAWSKA 2023

Źródło: swiatksiazki.pl

Debiut powieściowy „Toń” Ishbel Szatrawskiej to rodzinna saga. Nietypowa. Nie ma w niej chronologii. Pisarka „przeskakuje” w czasie przedstawiając swoich bohaterów. Jest to również ciekawa książka historyczna gdyż dzięki niej poznajemy dzieje Prus Wschodnich, gdzie przez lata mieszały się jak w tyglu różne religie, obyczaje związane wielością narodowości a to mieszkających tam od dawna a to przybyłych w te miejsca, na skutek zmian, które nastąpiły  po drugiej wojnie światowej. Oprócz świetnego rysu historycznego autorka zajmuje się w powieści także problemami współczesnymi występującymi obecnie na granicy polsko-białoruskiej.

 

Na pierwszych stronach powieści pojawia się postać 75-letniego Wolfa, mieszkającego obecnie w Szkocji oraz jego 42-letniej córki Alicji z Krakowa, którzy zastanawiają się nad sprzedażą domu na Mazurach, w którym Wolf się wychował a Alicja spędzała tam wiele czasu w dzieciństwie. Spierają się przy tym czy należy stary dom zostawić jako własność rodziny jak chce Alicja, czy sprzedać według pomysłu Wolfa, podchodzącego do życia bardziej praktycznie. I właśnie ten dom na Mazurach jest punktem wyjścia dla opowieści.

 

Historyczne wątki książki dotyczą przede wszystkim lat drugiej wojny światowej i czasów powojennych. I to jest w książce najlepsze ! Niestety wątki współczesne nie są tak zajmujące. A wiele wątków jest w ogóle niepotrzebnych.

 

Historia to losy dwóch bohaterów, którzy w pewnym momencie spotykają się właśnie w domu na Mazurach, choć wtedy tereny te należały do Niemiec, żeby po wojnie na mocy układu poczdamskiego zostać podzielone między Polskę a ZSRR.

 

Jednym z tych bohaterów jest Max Kruschka, niemiecki lekarz, którego poznajemy pod koniec wojny w Königsbergu (obecnie Królewiec), wówczas już zniszczonym za sprawą działań Rosjan. Młody chirurg związany jest z niemiecką arystokratką Gudrun będącą w konflikcie ze swoją bogatą rodziną, popierającą w większości nazism i nie mogącą pogodzić się mezaliansem córki. Bowiem Max Kruschka był synem li tylko prostego weterana wojennego z czasów pierwszej wojny światowej.

 

Szatrawska opisuje wstrząsające losy pary, ich strach przed wejściem do miasta Rosjan. Boją się każdego dnia. Nalotów, rabunków, gwałtów. Sami też doświadczają traumatycznych przeżyć. Patrzą co dzień na zbombardowane ulice i domy nie wiedząc czy przeżyją do dnia następnego. Max jako lekarz, chirurg patrzy codziennie na cierpienie ludzi, nie mogąc pogodzić się z bezsensem tego wszystkiego. Przyznam, że opisy były wstrząsające, aż trudno się to czytało, tak były prawdziwe.

 

Po wejściu do niegdyś pięknego miasta Rosjan, losy pary rozchodzą się a Max po ciężkiej, pełnej cierpień i niepewności tułaczce wraca do rodzinnego domu pod Rastenburgiem (obecnie Kętrzyn), którego właścicielem jest jego ojciec Horst Kruschka i do którego trafia inna bohaterka, repatriantka z Wileńszczyzny, Janka. A Janka to matka Wolfa.

 

Zatem koło się zamyka i gromadzi swoich bohaterów w jednym miejscu a my krok po kroku dowiadujemy się jak siedemnastoletnia dziewczyna trafia do tego domu na Mazurach, jak dogaduje się ze Starym Niemcem, jak na to wszystko patrzy jego syn Max.

 

Janka mimo młodego wieku jest silna, pracowita i nie daje się wyrzucić z domu, który uznała za swój i do którego wprowadziła się ze swoimi schorowanymi rodzicami. Kiedy przychodzi wyzwolenie pojawiają się nowe porządki. Janka poznaje powoli ludzi z okolicy i zauważa, że wielu z nich, podobnie jak ona, przybyło tu z różnych miejsc. Wszyscy muszą nauczyć się żyć razem w tej społeczności. Rosjanie z Polakami, Polacy z Niemcami.

 

Ponieważ historia nie jest opowiadana, jak już pisałam chronologicznie, to na początku nie wiemy, kto jest ojcem małego Wolfa. Zresztą Janka początkowo ukrywa to przed synkiem, zbywając go i mówiąc, „że była wojna”. I w pewnym momencie robi się nawet lekko sensacyjnie, kiedy pisarka odkrywa przed nami kolejne tajemnice.

 

Ishbel Szatrawska kapitalnie opisuje losy ludzi, którzy musieli żyć w tak tragicznych czasach i nie mieli wpływu na swój los. A w każdym razie niewielki. Niezwykle interesujące losy Niemców. Tych zwykłych Niemców, którzy nie popierali Hitlera i których losy były równie tragiczne.

 

Dla mnie książka jest nierówna. Bo tak jak wątki związane z przeszłością czytałam z wielkim zainteresowaniem, tak współczesne związane z antropolożką Alicją, mającą problemy w pracy, czującą niemoc wobec upartyjnienia uczelni są jak dla mnie pisane trochę „na siłę”. Podobnie rzecz ma się w przypadku jej partnera zaangażowanego w pomoc ludziom na granicy polsko – białoruskiej. Temat ważny ale tutaj wtrącony chyba niepotrzebnie.

 

Nierówność przejawia się także w sposobie pisania. Te „lepsze” części powieści to soczysty, piękny język, przy którym czasami włos jeżył się na głowie albo krew szybciej płynęła… Natomiast pozostałe elementy napisane są jak dla mnie zbyt prosto, zbyt banalnie.

 

Całość jednak oceniam bardzo dobrze głównie ze względu na wartości poznawcze powieści.

 

Anna Porębska

TOŃ Dowiedz się więcej »