SMOLARZ
SMOLARZ PRZEMYSŁAW PIOTROWSKI 2024
Igor Brudny powrócił ! Nie mogłam postąpić inaczej jak tylko przeczytać szóstą część przygód tego nietuzinkowego komisarza. Przemysław Piotrowski jako autor i tym razem nie zawiódł. I wrócił na właściwe tory po piątej części, moim zdaniem trochę słabszej pt. „Bagno”.
Komisarz pochodzący z Zielonej Góry ale rezydujący także w Warszawie tym razem…rzucił wszystko i wyjechał w Bieszczady. Musiał odpocząć po niebywałych przeżyciach, jakich doświadczył podczas ostatniego śledztwa. Chciał w absolutnej ciszy pośród niezmierzonych lasów pięknego zakątka Polski powrócić do równowagi i na nowo pogodzić się ze swoimi demonami.
Ale nie byłby sobą gdyby nie uwikłał się w śledztwo dotyczące zaginięcia dwóch młodych kobiet. A to był dopiero początek. Następowały kolejne morderstwa i tylko komisarz Igor Brudny zaczął dostrzegać nić powiązań między nimi.
Tym razem książka ma wiele wątków a niektóre z nich sięgają czasów wojny. A że to Bieszczady to Piotrowski bardzo umiejętnie wplótł kontekst historyczny związany z działalnością banderowców na tych ziemiach. Z różnych źródeł znamy opowieści o okrucieństwie jakiego dopuszczali się żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii. I Przemysław Piotrowski nie szczędzi nam krwawych opisów tych zbrodni. Przyznam, że niektóre z nich ciężko było mi czytać, tak były realistyczne.
Zresztą autor przyzwyczaił nas już do soczystych obrazów wszelkich okrucieństw jakich dopuszczają się mordercy z jego książek. To jego znak rozpoznawczy.
Innym wątkiem są powiązania miejscowych notabli wykorzystujących swoją władzę do granic możliwości. A Igor Brudny, jako ten ostatni sprawiedliwy, bezkompromisowy gliniarz drąży temat do końca i nie odpuszcza.
Do tego dochodzą stare bieszczadzkie legendy i opowieści o smolarzu, którym straszono dzieci. Przy tej okazji pisarz przybliża nam temat zawodu będącego na wymarciu i który ma swoich przedstawicieli tylko w lasach bieszczadzkich. Chodzi o „wypalaczy węgla drzewnego” w tzw. retortach, czyli piecach, w których temperatura dochodzi do 1000 stopni Celsjusza. Potocznie nazywani są smolarzami i kilku z nich jest także bohaterami w najnowszej książce Przemysława Piotrowskiego.
Tym razem autor popisał się również pięknymi, sugestywnymi opisami dzikiej przyrody Bieszczad. Gęstwinie lasów, ich mroczności, tajemniczości podkreślanymi aurą unoszącej się mgły. Ale nie ogranicza się tylko do tego. Opisuje również szlaki, jakie przemierza Igor Brudny, zabytki kultury, spotkania z dziką zwierzyną i bajania szeptuchy.
Jak zawsze Igor brudny wymierza sprawiedliwość nie ulegając pokusom.
Przemysław Piotrowski po raz kolejny posługuje się soczystym barwnym językiem wywołującym silne emocje – strach, lęk, gniew. I robi to znakomicie! Oby tak dalej!
I jeszcze ta wisienka na torcie – okładka.
Anna Porębska