DZIEŃ
DZIEŃ MICHAEL CUNNINGHAM 2024
Najnowsza powieść Michaela Cunninghama pt. „Dzień” to książka niełatwa i nie dla każdego. Właściwie nie znajdziemy w niej fabuły toczącej się wartkim rytmem albo jakimkolwiek rytmem. To raczej przepięknie opisane przeżycia i obserwacje bohaterów.
Tytułowy „Dzień” zawiera w sobie tak naprawdę trzy dni. Te trzy dni dzieli równy rok. Pierwszy z nich dotyczy któregoś kwietniowego ranka, drugi kwietniowego południa następnego roku a ostatni kwietniowego wieczoru rok później.
Powieść dość istotnie zahacza o czasy pandemii odciskając swoje piętno na rodzinie, którą poznajemy dzięki Cunninghamowi.
Trzonem jej jest małżeństwo Dana i Isabel z kilkunastoletnim stażem posiadające dwoje dzieci – nastoletniego Nathana oraz pięcioletnią Violet. Razem z nimi, na poddaszu kamienicy na Brooklynie mieszka także młodszy brat Isabel – Robbie. To ulubieniec dzieci, choć właściwie całej rodziny.
Do rodziny należy jeszcze brat Dana – Garth i matka jego malutkiego synka – Chess.
Wszystkich poznajemy w momencie kiedy są tak naprawdę nieszczęśliwi.
Małżeństwo, kiedyś szczęśliwe, teraz opiera się głównie na rutynie i automatycznym wykonywaniu swoich obowiązków. Głównie przy dzieciach i tu to Dan wydaje się być bardziej opiekuńczy. Jednak doskwiera mu brak jego dawnego zajęcia. Był muzykiem komponującym piosenki i grającym w zespole. Teraz coraz częściej zastanawia się nad wznowieniem działalności i zaczyna nawet coś tworzyć. Jego żona zaś zaczyna męczyć się w swojej pracy edytorki w pewnym magazynie. Zastanawia się też czy dalej kocha swojego męża.
Nieszczęśliwy jest również Robbie, który staje przed decyzją znalezienia dla siebie nowego lokum, gdyż musi zwolnić miejsce dla syna pary, nastolatka mającego swoje nowe potrzeby. Robbie to gej rozpamiętujący swoje nieudane relacje z partnerami, zwłaszcza z ostatnim.
Garth i Chess też mają swoje zmartwienia. Chess przecież nie planowała wspólnej przyszłości z bratem Dana. Ona chciała tylko mieć dziecko. A Garth zapragnął nagle uczestniczyć w życiu syna i kobiety, którą kocha. Ona jednak nie jest na to przygotowana.
Dzieci również obarczone są pewnymi utrapieniami. Syn pary jak to nastolatek jest zbuntowany i wiecznie obrażony na wszystkich. Córka to mała księżniczka, której inni powinni się podporządkować.
Dostajemy od autora opisy pięknych krajobrazów Islandii, gdzie udaje się w pewnym momencie Robbie i gdzie zastaje go pandemia. Mieszka na odludziu bez kontaktu z kimkolwiek i jest skazany tylko na pisanie do bliskich.
W książce dużo jest opisów dotyczących postrzegania rzeczywistości przez poszczególnych bohaterów. Każdy robi to na swój sposób. Czasami są to bardzo dogłębne analizy ocierające się o rozważania filozoficzne.
Nie da się tej pozycji czytać szybko. Momentami trzeba się zatrzymać i zastanowić nad sensem przeczytanych słów. Do refleksji.
Anna Porębska