DZIEŃ ZERO

DZIEŃ ZERO, REŻ. LESLI LINKA GLATTER 2025

Źródło:naEKRANIE.pl

Musiałam obejrzeć serial „Dzień zero”. Po pierwsze dlatego, że to thriller polityczny a po drugie, że wystąpił w nim Robert de Niro w roli byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Georga Mullena. Ale czy było warto? Mam wątpliwości.

 

Całość wyreżyserowała Lesli Linka Glatter. I zrobiła to nieźle.

 

Do największej gwiazdy w obsadzie dołączyło też kilka znaczących nazwisk. Przede wszystkim Jesse Plemons jako Roger Carlson, prawa ręka prezydenta Mullena a także jego przyjaciel i uczeń, będący jednocześnie w związku z jego córką Alexandrą (Lizzy Caplan). Ona zaś pełni służbę jako kongesmenka w opozycji do poglądów swojego ojca.

 

W obsadzie znalazła się Angela Basset jako obecna prezydentka USA Evelyn Mitchell. To chyba odniesienie do niedoszłego wyboru Kamali Harris.

 

Ze znaczących nazwisk mamy też Joan Allen w roli żony byłego przywódcy, Mathew Modine wcielającego się w spikera Izby Reprezentantów Richarda Dreyera oraz Dana Stevensa w roli prezentera Evana Greena.

 

Serial rozpoczyna się od prawdziwej „bomby” a mianowicie od potężnego ataku cybernetycznego na całą strukturę Stanów Zjednoczonych począwszy od infrastruktury krytycznej, poprzez blokadę kont bankowych a skończywszy na sparaliżowaniu metra. Są ofiary.

 

W tej katastrofalnej sytuacji powołana zostaje specjalna komisja pod przewodnictwem byłego prezydenta, która dostaje szczególne, bezprecedensowe uprawnienia. Wybrano Mullena bo to człowiek starej daty mający kręgosłup moralny. Tak na marginesie, w obliczu dzisiejszych wydarzeń ta postać jawi się jako prawdziwy heros, postać absolutnie nierzeczywista i wyidealizowana.

 

Pojawia się wiele teorii, także spiskowych oraz wielu podejrzanych. W grę może wchodzić ruski spisek, działalność rodzimych hakerów lub oligarchów technologicznych a także polityków.

 

Szczerze mówiąc, w pewnym momencie tych wątków robi się tak dużo i są tak pogmatwane, że trochę się pogubiłam.

 

Do połowy serial jest trochę nudnawo. Czekałam, że de Niro pokaże coś spektakularnego ale jak dla mnie wypadł dość przeciętnie. Chwilami miałam nawet wrażenie, że jest nieco zagubiony.

 

Obronił się za to Jesse Plemons, tworząc niejednoznaczną postać i to on skupia największą uwagę bo to wokół niego gromadzi się najwięcej tajemnic. Reszta niestety nie wykorzystała swoich szans.

 

Było kilka momentów dramatycznych ale to trochę za mało jak na thriller. Moim zdaniem twórcy podeszli do tematu zbyt powierzchownie, nie wchodząc głębiej w poszczególne wątki.

 

Z dużej chmury mały deszcz.

 

Anna Porębska

DZIEŃ ZERO Dowiedz się więcej »