Peryskop Kultury

ZBRODNIE NA LODOWCU CRISTIAN PERFUMO 2024

Żródło: lubimyczytać

Chyba nigdy wcześniej nie czytałam kryminału pisarza pochodzącego z Ameryki Południowej. Zupełnie przypadkiem natknęłam się na powieść Cristiana Perfumo pt. „Zbrodnie na lodowcu”. Zaczęłam czytać zachęcona baaardzo wieloma pozytywnymi opiniami. Niestety nieco się rozczarowałam.

 

Nie jest to typowy kryminał. Zbrodnie bowiem zostały tu popełnione wiele lat wcześniej a czytelnicy nie obserwują śledztwa policji w tej sprawie a tylko przyglądają się prywatnym dociekaniom głównego bohatera Juliàna Cucurella i jego przyjaciółki Laury Badii.

 

Juliàn, mieszkaniec Barcelony otrzymuje spadek po nieznanym sobie zmarłym wujku, o którym nie miał pojęcia. Jest to o tyle dziwne, że okazał się nim brat jego ojca a ten nie chce puścić pary z gęby na temat brata i utrzymuje, że zerwali swoje kontakty jeszcze przed narodzinami Juliàna.

 

Jeszcze dziwniejsze jest to, że spadek dotyczy działki znajdującej się w Patagonii na której jego wuj wybudował onegdaj hotel opuszczony od lat.

 

Nieco wcześniej w największym lodowcu tejże surowej krainy zostają odnalezione podwójne zwłoki, które jak się okazuje przeleżały tam trzydzieści lat.

 

Juliàn jedzie do Patagonii aby spieniężyć spadek jednak niezwykłe okoliczności krzyżują jego plany. W hotelu zostają odkryte kolejne zwłoki, które przeleżały tam równie długo jak te z lodowca.

 

Od tego momentu rozpoczyna się prywatne śledztwo młodego mężczyzny, któremu pomaga zaangażowana w sprawę zawieszona policjantka Laura.

 

Okazuje się, że wszyscy zamordowani pochodzili z tego samego miasta w Hiszpanii  co rodzina Cucurell czyli Barcelony.

 

Poszczególne odsłony tajemnic poznajemy dzięki równoległemu poprowadzeniu narracji dziejącej się wiele lat wcześniej, które autor przeplata z bieżącymi wydarzeniami.

 

Przybywa nowych bohaterów, tajemnice się piętrzą a wszystko to prowadzi do samej rodziny Juliàna.

 

Pomysł na książkę jest bardzo dobry. Początek był na tyle intrygujący, że zachęcał do dalszego czytania. Jednak mniej więcej w połowie fabuła zupełnie siadła. Prawie się zatrzymała a dywagacje autora na temat tajemniczego Stowarzyszenia Wilków stały się zwyczajnie nudne i bardzo poplątane. Pojawiły się dłużyzny nie wnoszące do narracji nic nowego. W zasadzie już miałam odłożyć tę pozycję ale w porę akcja trochę ruszyła z kopyta i zakończenie było już niezłe i zaskoczyło mnie.

 

Podsumowując jednak nie polecam tej książki. Autorowi daleko do jego kolegów po fachu. Słaby poziom literacki. Dobrze i szybko się czyta ale właśnie dlatego, że nie ma tu żadnych przemyśleń, żadnych analiz psychologicznych czy choćby zbudowanego dobrze klimatu. Bohaterowie nijacy.

 

Nie pomagają nawet opisy patagońskiej przyrody czy piękna Barcelony.

 

Anna Porębska