W połowie lat 80. amerykański thrash rozwijał się w kierunku “szybciej, ciężej, jeszcze agresywniej”, a Anthrax – pozostając w widełkach nurtu – zakręcił w inną stronę. Właśnie dlatego pokochali ich fani. Zawsze robili swoje, nie zważając na to, co wypada. Słowem: leaders not followers. Nowojorczycy pod dowództwem niezmordowanego Scotta Iana przerabiali na metalowym gruncie wiele rzeczy zanim zrobili je inni – ba, zanim ktokolwiek na nie wpadł. Wejście w pełen sojusz z hardcore punkiem? Mamy to. Pionierskie konszachty z hip-hopem? Owszem, w końcu kawałek z Public Enemy sam się nie nagrał. Luzacka stylówka zamiast stroszenia piórek? No pewnie. Będziecie zachwyceni, tym bardziej że w przypadku takiego koncertu tytuł “Caught in a Mosh” wydaje się proroczy… |