Peryskop Kultury

SCHRONISKO, KTÓRE SPOWIJAŁ MROK SŁAWEK GORTYCH 2024

Źródło: woblink.pl

Bardzo lubię czytać kryminały polskich twórców. Bo jest jakoś swojsko, nie trzeba wysilać się z zapamiętaniem obco brzmiących nazwisk i często akcja dzieje się na dobrze nam znanych terenach.

 

Tym razem postanowiłam sięgnąć po książkę bardzo dobrze ocenianego w ostatnich latach autora związanego z Dolnym Śląskiem Sławka Gortycha. Mówię tu o najnowszej jego pozycji „Schronisko, które spowijał mrok”. Jest to trzecia część „Karkonoskiej serii kryminalnej.” Każda z nich to osobna historia i historię każdej z nich autor osadza wokół innego schroniska ale zawsze w Karkonoszach.

 

Zacznę od tego, że powieść umiejscowiona jest w trzech poziomach czasowych. Najstarszy z nich i zarazem ten, który pociągnął za sobą skutki na dalsze długie lata to rok 1947 w miejscowości Cieplice. Jest miłość dwojga bardzo młodych ludzi i jest zdarzenie, które stawia tę dwójkę przed wielkim wyzwaniem i wielką próbą. Franek jest zdolnym uczniem tutejszego liceum a Małgorzata pracuje w tytułowym schronisku zwaną Strzechą Akademicką.

 

Zarządcą tegoż schroniska w tamtym czasie jest Stefan Czerwiński i jego żona. Ich częstym gościem jest brat Czerwińskiego. Obaj znikają w niewyjaśnionych okolicznościach.

 

Czterdzieści cztery lata później syn Czerwińskich Andrzej przybywa do Strzechy Akademickiej wiedziony niepokojącymi informacjami o swojej rodzinie i chcący poznać tajemnicę zaginięcia swojego ojca i wuja. Niestety nie dane mu było tego dokonać. Zostaje znaleziony martwy pod lawiną, która wtedy zeszła i pogrzebała wiele istnień ludzkich.

 

Natomiast w 2007 roku na miejsce tragicznych wydarzeń sprzed lat przybywa pisarz powieści kryminalnych Tomasz Wilczur, który po swojej wielkiej stracie nie może dojść do siebie. Jednak za namową przyjaciół postanawia zmierzyć się z tematem tajemniczych faktów i na ich podstawie napisać powieść kryminalną.

 

To w wielkim skrócie treść. Co do całości : dla mnie książka jest bardzo nierówna. Były momenty kiedy czytało mi się to bardzo dobrze. Było dobre tempo i ekscytujące momenty. Ale były też momenty bardzo nudne, wątki niepotrzebnie rozciągane a niektóre stwierdzenia wręcz infantylne.

 

Autor bardzo zręcznie połączył ze sobą fikcję literacką z prawdą historyczną co dokładnie opisał w posłowiu, które należy przeczytać aby mieć lepszy ogląd sytuacji.

 

Niewątpliwą zaletą tej powieści są opisy przyrody, szlaków górskich, szczegółów dotyczących zmiennej aury w Karkonoszach, pracy ratowników górskich. Mamy tu także przytoczonych wiele legend, ciekawostek i faktów historycznych. Autor włożył ogrom pracy w przygotowanie powieści i widać, że góry kocha.

 

Należy też przyznać, że wszystkie postaci występujące w książce są bardzo dobrze wykreowane a niektóre wątki są bardzo wzruszające.

 

Anna Porębska