DOPPELGÄNGER. SOBOWTÓR
Nieżyjący już, jeden z najwybitniejszych polskich aktorów Gustaw Holoubek byłby dumny ze swego syna Jana, gdyby mógł zobaczyć jak pięknie rozwija się jego kariera jako reżysera filmowego. Ten bowiem czego się „nie dotknie” zamienia w złoto lub co najmniej w srebro.
Jan Holoubek wraz ze scenarzystą Andrzejem Gołdą sięgnęli po temat historyczny oparty na faktach. Z ciekawości poczytałam trochę na ten temat i dowiedziałam się, że istniał w latach 70. agent polskiego wywiadu o nazwisku Jerzy Kaczmarek i podszywał się pod niejakiego Janusza Halickiego vel Heinza Petera Arnolda.
W filmie pt.”Doppelgӓnger. Sobowtór” nazwiska i okoliczności zostały zmienione ale opowieść o mrocznych czasach pozostała. Oglądając ten film ma się wrażenie, że został nakręcony kiedyś, poczynając od pierwszej sceny z roku 1946 a skończywszy na latach 80-tych XX w. Bo jak zwykle u tego reżysera w idealny sposób zadbano o szczegóły. Zarówno te scenograficzne (nagroda dla Marka Warszewskiego za scenografię na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych) jak i kostiumowe (nagroda za kostiumy dla Weroniki Orlińskiej na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych).
Przykładem mogą być szafki kuchenne w gdańskim mieszkaniu jednego z bohaterów, na których widniał ślad ich używania i odbite ślady palców. Albo firanki wiszące w pokoju. Te wzory się powtarzały bo wybór był niewielki.
Wrocław udający Strasburg. Kolorowy, różnorodny w przeciwieństwie do szarego Gdańska z tamtych lat. A wszystko to magia kina.
Film zaczyna się od zagadki. Widzimy niemowlę w ruinach zbombardowanego Grudziądza, którego porzuca matka Niemka z obietnicą, że wróci. Potem poznajemy młodego człowieka Hansa Steinera vel Józefa Wieczorka (Jakub Gierszał), mówiącego po niemiecku, który przyjeżdża do Strasburga do rodziny. Równolegle zaś twórcy wprowadzają do opowieści Tomasza Schuchardta odtwarzającego rolę inżyniera Jana Bitnera, pracownika Stoczni Gdańskiej.
Nie wiemy na razie kim są mężczyźni ani co ich łączy. Reżyser bardzo umiejętnie prowadzi narrację, krok po kroku odsłaniając tajemnice.
Oprócz głównych bohaterów pojawiają się inne postacie. Jedne ważniejsze, jak np. ojciec Wieczorka, zimny, oschły drań, który wychował syna na swoją podobiznę, były oficer wywiadu grany przez Andrzeja Seweryna. Trudno go poznać. Wygląda jak wypisz wymaluj mężczyzna z fotografii z lat 50-tych. Kapelusz, kwadratowe ramiona płaszcza, śmieszny wąsik.
Bardzo znaczącą rolę reżyser powierzył Katarzynie Herman. Jej oficer prowadząca jest stanowcza, cyniczna i wyrachowana. Na wielką uwagę zasługuje również Emily Kusche jako młodziutka Nina Steiner.
Role są świetnie dobrane. Z tych najważniejszych oczywiście Jakub Gierszał, niepokojąco demoniczny. Na drugim biegunie zaś Tomasz Schuchardt, bardzo zwyczajny, odkrywający nagle prawdę o sobie i nie potrafiący poradzić sobie ze swoją tożsamością ( nagroda za drugoplanową rolę męską na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych). Małą rólkę kadrowej Hani zagrała świetna aktorka Teatru Śląskiego Grażyna Bułka. Ona była tą kadrową !
Losy obydwu mężczyzn krzyżują się, co powoduje niespodziewane zdarzenia aż do momentu, że zarówno Wieczorek jak i Bitner już nie wiedzą kim są.
Opowieść wpleciona jest w historię, jaka wtedy się działa w Polsce a Holoubek pokazał jak działały służby w komunistycznym kraju i jak były bezwzględne.
Kropkę nad „i” stanowi niepokojąca, trzymająca w napięciu muzyka autorstwa Jana Komara.
Fabuła filmu jest perfekcyjnie poprowadzona (nagroda za reżyserię dla Jana Holoubka oraz dla Bartłomieja Kaczmarka za zdjęcia na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych) prawie do samego końca. Prawie bo koniec nastąpił bardzo szybko i niespodziewanie. Jakby twórcom zabrakło czasu i tempo diametralnie przyspieszyło. I to jest mój zarzut w stosunku do tego obrazu. Czegoś brakowało na zakończenie. I moim zdaniem można było rozbudować bardziej rolę Bitnera.
Niemniej jednak należy stwierdzić, że Jan Holoubek to mistrz a ja czekam na kolejne jego produkcje.
Anna Porębska