Peryskop Kultury

DOM DOBRY, REŻ WOJTEK SMARZOWSKI 2025

Źródło: Filmweb

Zanim obejrzałam najnowszy film Wojtka Smarzowskiego pt. „Dom dobry” przeczytałam wiele „ostrzeżeń”, żeby go nie oglądać, bo jest zbyt brutalny i po co legitymować coś, co epatuje przemocą. Byłam bardzo ciekawa, czy tak jest w istocie. Oczywiście brałam to pod uwagę zważywszy inne tytuły tego reżysera, które totalnie wbijały w fotel. Ale przecież to jest znak firmowy Smarzowskiego – wstrząsnąć widzem tak, aby do niego dotarło. Przesłanie, sprawa, problem, temat.

 

I choć oczywiście, na szczęście, reżyser i tym razem nie zawodzi w tym względzie, to jednak nie zgodzę się ze stwierdzeniami o jakiejś nadzwyczajnej brutalności scen w tym filmie. Moim zdaniem Smarzowski pokazał drastyczne sceny w taki sposób, że widz nie zdążył się im tak naprawdę dobrze przyjrzeć. Osiągnął taki efekt przez bardzo krótkie jakby migawki, szybkie ujęcia.

 

Przede wszystkim jest to film społeczny dotykający chyba niemałą liczbę kobiet (ale nie tylko) w naszym kraju. Otwiera oczy na problemy, które zamiata się pod dywan, na które jest przyzwolenie w niektórych kręgach, których nie chce się widzieć. Smarzowski pokazuje także bezduszność systemu, jego niesprawiedliwość i bezsilność ofiar.

 

Tylko ofiary takich poczynań mogą wiedzieć, co czują i z czym muszą się mierzyć na co dzień i jak trudno jest im wyjść ze swojego własnego piekła. To także pokazuje Smarzowski.

 

Reżyser snuje pewną opowieść , która rozpoczyna się niemal lirycznie, po czym pojawiają się drobne rysy, potem manipulacje, kontrola aż do zupełnej przemocy – fizycznej i psychicznej, do całkowitego upodlenia ofiary.

 

Film ma doskonale zbudowaną narrację. Nie jest ona chronologiczna, lecz przeskakuje w czasie, co potęguje uczucie chaosu i lęku, w jakim jest główna bohaterka Gośka Nowak (Agata Turkot). Aktorka bardzo autentycznie wciela się w rolę. Jej cierpienie jest poruszające. Doskonale odtwarza uczucia lęku i niepewności bohaterki, granej przez siebie. A Tomasz Schuchardt w roli jej oprawcy, męża Grześka równie przekonująco przedstawia przemianę relacji od miłości do destrukcji. Chociaż ta przemiana była tak naprawdę złudna, bo on taki zawsze był ale skrzętnie się maskował.

 

Gośka nie miała lekko w życiu… wcześniej borykała się także z przemocą, choć innego rodzaju, ze strony matki alkoholiczki granej prze Agatę Kuleszę.

 

Oczywiście temat poruszony przez Wojtka Smarzowskiego w filmie „Dom dobry” boli, ale o to właśnie chodzi. Ma boleć. Żebyśmy jako społeczeństwo nie byli obojętni wobec zła. Film wywołuje w nas dyskomfort (choć kiedy przypominam sobie inny obraz reżysera „Dom zły”, występujący zresztą we fragmencie w tym obrazie, to wydaje mi się, że to kaszka z mleczkiem – tak – „Dom zły” to był prawdziwy „horror”, jeżeli chodzi o emocje). I to jest właśnie siła filmów Smarzowskiego.

 

„Dom dobry” uderza w najczulsze struny, rozbija iluzje o miłości, bezpieczeństwie, bliskości. To film, który każe spojrzeć krytycznie na relacje, na milczenie ofiar, na społeczne tabu.

 

Nie jest to łatwy film ale jest jednym z nielicznych, które zapadają w pamięć.

 

Anna Porębska