Peryskop Kultury

POJEDYNEK REŻ. RADOSŁAW DUNASZEWSKI 2011

Źródło: Teatr Korez

Październikowy wieczór w Teatrze Korez w Katowicach upłynął mi pod znakiem znakomitego teatru. „Pojedynek” w reżyserii Radosława Dunaszewskiego to spektakl, który bardzo mi się podobał i który dostarczył mi nie tylko rozrywki, ale również sporo emocji. To czarna komedia kryminalna, w której humor miesza się z grozą, a pozornie niewinna rozmowa stopniowo przeradza się w niebezpieczną grę. Największą siłą przedstawienia jest jednak aktorstwo – przede wszystkim fantastyczna kreacja Mirosława Neinerta i brawurowa rola Artura Święsa.

 

Historia oparta na sztuce Anthony’ego Shaffera rozpoczyna się od spotkania dwóch mężczyzn. Andrew Wyke, znany autor powieści detektywistycznych, zaprasza do swojego domu Milo Tindla, aktora związanego z jego żoną. Wydawałoby się, że będzie to zwykła rozmowa, ale szybko okazuje się, że za uprzejmościami kryją się znacznie bardziej skomplikowane intencje. Rozpoczyna się gra, w której każdy ruch może mieć znaczenie, a granica między żartem, manipulacją i prawdziwym zagrożeniem staje się coraz mniej wyraźna.

 

Właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że spektakl ogląda się z ogromnym zainteresowaniem. Sytuacja zmienia się, napięcie rośnie, a widz próbuje odgadnąć, kto tak naprawdę kontroluje wydarzenia. Nie wszystko jest takie, jakim się początkowo wydaje. Bohaterowie zastawiają na siebie pułapki, sprawdzają swoje możliwości i próbują przechytrzyć przeciwnika. To pojedynek nie tylko na spryt, ale także na inteligencję, opanowanie i umiejętność przewidywania kolejnych ruchów rywala.

 

Szczególne uznanie należy się Mirosławowi Neinertowi w roli Andrew Wyke’a. Aktor znakomicie oddaje osobowość człowieka inteligentnego, pewnego siebie, nieco ekscentrycznego i lubiącego mieć wszystko pod kontrolą. Jego sposób mówienia, gesty, mimika i precyzja w budowaniu postaci tworzą niezwykle wyrazistą całość. Jest w tej roli zarówno ironia, jak i chłodna kalkulacja, a pod pozorną swobodą wyczuwa się potrzebę dominacji. Mirosław Neinert doskonale odnajduje się w tej konwencji, umiejętnie balansując między komizmem a niepokojem.

 

Równie wielkie wrażenie zrobił na mnie Artur Święs jako Milo Tindle. Jego występ określiłabym jako prawdziwie brawurowy! Wnosi na scenę energię, temperament i dynamikę, które świetnie kontrastują ze sposobem bycia jego scenicznego partnera. Potrafi przyciągnąć uwagę, zaskoczyć reakcją i nadać swojej postaci wyrazistą osobowość. Jego gra jest pełna życia, a zmieniające się emocje sprawiają, że bohater nie pozostaje jedynie przeciwnikiem w intelektualnej rozgrywce, lecz staje się postacią, której zachowanie śledzi się z ciekawością. Artur Święs pokazuje znakomite wyczucie komediowe, ale nie zatrzymuje się na samym humorze. W jego interpretacji jest również napięcie i nieprzewidywalność.

 

Największą przyjemnością było dla mnie obserwowanie obu aktorów razem. Między Neinertem a Święsem powstaje prawdziwe sceniczne starcie – dwóch różnych temperamentów, dwóch osobowości i dwóch odmiennych sposobów prowadzenia gry. Jeden próbuje narzucić własne reguły, drugi nie zamierza łatwo się podporządkować. Ich dialogi mają odpowiednie tempo, a wzajemne reakcje budują napięcie, które nie pozwala stracić zainteresowania. To właśnie ta aktorska chemia sprawia, że tytułowy pojedynek nabiera prawdziwego znaczenia. Nie potrzeba licznej obsady, aby stworzyć tak angażujące przedstawienie. Wystarczą dwaj świetni aktorzy, dobry tekst i umiejętność utrzymania widza w niepewności.

 

Podobało mi się także połączenie kryminalnej intrygi z czarnym humorem. Śmiech nie rozładowuje tu całkowicie napięcia, lecz często jeszcze mocniej podkreśla absurdalność i przewrotność sytuacji. Widzowie doskonale się  bawili, próbując rozszyfrować zamiary bohaterów.

 

Po obejrzeniu „Pojedynku” pozostało mi przede wszystkim poczucie dobrze spędzonego czasu i podziw dla aktorskiego kunsztu. Lubię spektakle, w których nie trzeba opierać się na rozbudowanych efektach, ponieważ uwagę widza całkowicie pochłaniają postacie, dialogi i relacje między nimi. Tutaj właśnie tak się dzieje. Intryga wciąga, napięcie rośnie, a kolejne sceny pozwalają docenić warsztat obu wykonawców.

 

„Pojedynek” w Teatrze Korez to dla mnie przykład teatru, który potrafi jednocześnie bawić, intrygować i trzymać w napięciu. Wyszłam z bardzo pozytywnymi wrażeniami i przekonaniem, że takie spotkania z teatrem zostają w pamięci na długo. Z całego serca polecam ten spektakl, szczególnie miłośnikom inteligentnej intrygi, czarnego humoru i aktorstwa na najwyższym poziomie.

 

Anna Porębska