Peryskop Kultury

KONKLAWE REŻ. EDWARD BERGER 2024

Źródło: Filmweb

Od pierwszych chwil filmu „Konklawe” w reżyserii Edwarda Bergera czuć napięcie. Duże napięcie. Dzieje się tak za sprawą doskonałej muzyki Volkera Bertelmanna. I to ona towarzyszy Kardynałowi Thomasowi Lawrence’wi (Ralph Fiennes) w drodze do Watykanu, który zmierza tam aby spełnić swoją misję. Jest to misja wyznaczona przez papieża, który przed swoją śmiercią powierzył kardynałowi funkcję organizatora konklawe. Sam Lawrence nie jest z tego powodu zadowolony, tym bardziej, że przechodzi kryzys nie tyle wiary, jak sam mówi, ile kryzys kościoła. Nie podoba mu się strona, w którą kościół zmierza i wszystko to, co się w nim dzieje.

 

Kardynał Thomas Lawrence chce swoją rolę spełnić należycie i być strażnikiem najlepszego wyboru człowieka na nowego przywódcę kościoła katolickiego. A nie jest to, jak się okazuje, zadanie łatwe. Bowiem przybyli z całego świata kardynałowie to zwykli śmiertelnicy, grzeszni, o wybujałych ambicjach i zdolni do wielu bezeceństw aby tylko objąć tron Piotrowy.

 

Jest kilku faworytów w tym wyścigu, który niewiele różni się od takiegoż w korporacji. Pierwszym z nich jest włoski Kardynał Tedesco (Sergio Castellitto), tradycjonalista, konserwatysta pragnący wrócić do tego co było kiedyś. Jest doskonały John Lithgow w roli Kardynała Tremblay, przypisany niejako rolom psychopatów i dewiantów i tutaj sprawiający takie wrażenie. Jest także czarnoskóry Kardynał Adeyemi (Lucian Msamati), któremu poprzedni „podkłada świnię”. Jest wreszcie liberalny Kardynał Bellini (Stanley Tucci) udający kogoś kim nie jest co w rezultacie mści się na nim. I „czarny koń” tego wyścigu nieznany nikomu Kardynał Benitez (Carlos Diehz), subtelny, wyważony i przenikliwie trafny w osądach.

 

Jednak tym, który rozdaje tutaj karty jest jednak Kardynał Lawrence. I genialna rola Ralpha  Fiennesa. Aktor nie musi mówić zbyt wiele. Sama mimika jego twarzy wyraża wszystko. Rozterki, zwątpienie, cierpienie. Bardzo duże zbliżenia kamery pomagają nam to dostrzec. W wielu chwilach słyszymy nawet jego oddech.

 

Na uwagę zasługuje także mała ale znacząca rola Isabelli Rossellini w roli Siostry Agnes, której powściągliwość i chłodne milczenie artykułują to, co chciałaby wyrazić słowami. Trzeba również wspomnieć o bardzo udanym akcencie polskim w postaci roli Księdza Janusza Woźniaka zagranego przez Jacka Komana.

 

Zdjęcia w filmie są niezwykle piękne. Ich autorem jest Stéphane Fontaine. Pokazują niesamowitą dbałość o szczegóły.

 

Konkluzje, które pojawiają się podczas oglądania „Konklawe” są bardzo smutne dla samego Kościoła. Jak bardzo zgniła jest ta instytucja. Okazuje się, że gdy na świecie są miliony porządnych, dobrych ludzi to wśród 108 kardynałów uczestniczących w konklawe takich brakuje.

 

Film uznałabym za bardzo udany, głównie ze względu na kapitalne aktorstwo i zdjęcia gdyby nie zakończenie. Ewidentnie przekombinowane.

 

Anna Porębska