Peryskop Kultury

HAMNET, REŻ. CHLOE ZHAO 2025

Źródło:Filmweb

Film „Hamnet”  w reżyserii Chloé Zhao miał być dla mnie poruszającym, niemal rozdzierającym doświadczeniem – takim, po którym wychodzi się z kina w ciszy i długo dochodzi do siebie. Tymczasem okazał się seansem, który bardziej podziwiałam niż przeżywałam.

 

Nie można mu odmówić urody. Zdjęcia Łukasza Żala są naprawdę piękne – pełne światła, natury, detali, które budują klimat epoki i intymności. Każdy kadr wygląda jak starannie skomponowany obraz. Również główna bohaterka Agnes, nagrodzona Oscarem za tę rolę Jessie Buckley, przyciąga uwagę i daje występ pełen emocji, subtelności i wewnętrznego napięcia. Widać w niej ogrom bólu, nawet jeśli film nie zawsze pozwala widzowi ten ból naprawdę poczuć.

 

I tu pojawia się mój największy problem – mimo dramatycznej historii, nie potrafiłam się w nią w pełni zanurzyć. Emocje, które powinny narastać i uderzać z dużą siłą, gdzieś się rozmywały. Tempo momentami wydawało się zbyt powolne, a narracja na tyle zdystansowana, że zamiast wzruszenia pojawiało się raczej znużenie. Zamiast sięgać po chusteczki, łapałam się na tym, że odpływam myślami.

 

To nie jest zły film – wręcz przeciwnie, jest dopracowany i ambitny. Ale dla mnie pozostał bardziej estetycznym doświadczeniem niż emocjonalnym przeżyciem. Być może oczekiwania, które miałam przed seansem, były zbyt wysokie, a może to po prostu jedna z tych historii, które nie trafiają do każdego widza w ten sam sposób.

 

 

Anna Porębska